Przerażona zaczęłam się cofać. Moje ręce drżały równie mocno, co
nogi. Nie mogłam w to wszystko uwierzyć zdawało mi się, że to sen, a
raczej koszmar. Do rzeczywistości sprowadzał mnie pulsujący ból ręki. Nie
odrywając od niego wzroku dalej cofałam się, aż w końcu dotknęłam plecami jakiegoś
starego budynku. Doszło do mnie, że nie mam już dokąd uciec, sama siebie
zapędziłam w kozi róg. Mężczyzna powoli podniósł się- kaptur doskonale
zakrywał jego twarz. Strach, który wypełnił nawet najmniejszą komórkę mojego
ciała, dawał się we znaki. Serce biło mi tak mocno, że aż powodowało ból w
klatce piersiowej. Nieznajomy powoli kroczył, delikatnie snując po starej brukowanej
kostce. Kiedy był zaledwie metr ode mnie, zatrzymał się. Nie wiedziałam, co mam
robić, tysiące myśli i wspomnień przelatywało przez mój umysł.
-Kim ty jesteś? – wykrztusiłam. Byłam tam zupełnie sama,
nieznajomy mógł mnie okraść, lub co gorsza zgwałcić, ale on tylko przyglądał
się. Kiedy powrócił oddech, a serce zwolniło zrobiłam niepewny krok w jego
stronę. Ciekawiło mnie, kto kryje się pod tym kapturem. Mężczyzna wykonał
gwałtowny ruch do tyłu, a ja wystraszyłam się jeszcze bardziej. Nieznajomy
uniósł ręce i powoli ściągnął kaptur -nie tego się spodziewałam. Ujrzałam
całkiem sympatyczną twarz z dwu dniowym zarostem i małym smukłym noskiem. Moją
uwagę w szczególności przykuły jego oczy, były mocno czerwone, a momentami
zdawały się płonąć.
-Jesteś taka podobna... - delikatnie objął ręką mój
policzek, strach sparaliżował mięśnie, nie pozwalając nawet na drobny ruch.-
Usta -zaśmiał się -usta macie identyczne... tylko oczy... - dodał z
rozczarowaniem. Zdziwił mnie ton jego głosu, słowa wypowiadał z taką czułością,
jakby kierowane były do... córki.
- Kim ty jesteś? - zapytałam ponownie. Mężczyzna zamrugał kilka
razy i nieprzytomnym głosem, jakby dopiero, co się obudził odpowiedział:
-Jestem twoim... – odchrząknął.- Mam na imię Pentan.
Pochodzę z planety Satera, z której zresztą ty też pochodzisz... - I w tym
momencie wszystko było jasne - trafiłam na świra. Strach znów powrócił, lecz
ten różnił się od poprzedniego.
-Dobrze, to ja już pójdę, mama czeka na mnie z kolacją - zaczęłam
iść szybszym tempem w stronę starego sklepu. "Tylko się nie
odwracaj"- powtarzałam w myślach, ale pokusa była silniejsza. Szybko
obróciłam głowę, ale jego już tam nie było. "Okej to wszystko mi się
wydawało, głupi kaprys mojej wyobraźni" - westchnęłam i ruszyłam dalej.
Nagle zza sklepu wyszedł Pentan. Stanęłam jak wryta, a od tego wszystkiego
rozbolała mnie głowa.
-Wiem, że to ci się wydaje dziwne i... jakby to ująć... nowe, ale
zrozum musisz ze mną wrócić. – Wpatrywałam się w niego z otępieniem i małą
nadzieją, że zaraz zniknie niczym straszna zjawa, ale im dłużej mu się
przyglądałam tym bardziej stawał się realny.
-Okeeeej - ostrożnie ominęłam kolesia. W tej chwili moim jedynym
celem było dotarcie do domu. Ponownie zaczęłam uciekać, co jakiś czas obracając
się, ale więcej już go nie zobaczyłam. Po kilku minutach paniki i stresu wbiegłam
do domu szybko zamykając za sobą drzwi. Spojrzałam jeszcze przez szybę - nikogo
nie było. Odetchnęłam z ulgą, mruknęłam jeszcze szybkie "wróciłam" i
pobiegłam do swojego pokoju. Powoli usiadłam na łóżku, niepewna tego, co się
wydarzyło wplotłam jeszcze trzęsące się ręce we włosy i zaczęłam
rozmyślać.
-Dobrze, trzeba to podsumować- mówiłam sama do siebie- jakiś
mężczyzna o imieniu Pentan, nie wiadomego pochodzenia, ni stąd ni zowąd pojawił
się w jasnoniebieskim blasku... - Zdałam sobie sprawę, że to, co powiedziałam
nie miało najmniejszego sensu. Wstałam z łóżka i zaczęłam przechadzać się po
pokoju.
-To wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć – kontynuowałam.-
Nie... jednak nie da - dodałam zrezygnowanie. Nagle otworzyły się drzwi -
przerażona odskoczyłam do tyłu.
-Nic ci nie jest kochanie? - Powiedziała z lekka zdziwiona mama.-
Z kim rozmawiałaś?- tym pytaniem zbiła mnie z pantałyku. W mojej głowie
toczyła się bitwa między „powiedzieć jej", a „ i tak mi nie uwierzy”.
-Eee... dzwoniła do mnie Lara i omawiałyśmy film także... –
Niestety, wygrała myśl, że i tak mi w to wszystko nie uwierzy, bo w końcu, jaki
dorosły uwierzyłby w tego typu historie?